wtorek, 18 września 2018

#9 Wypadek


- Chcę ku*wa przerwy… - powiedziałam ze łzami w oczach.
- Ale od czego? – spytał Jacob.
- Od was obu… Daję wam tydzień. Macie się pogodzić! –
- Hayley. Nie zmuszaj mnie do tego. Proszę! – krzyknął Aron.
- Choć raz muszę się z nim zgodzić.- rzekł zdezorientowany Jacob.
- Ma być tak jak powiedziałam i koniec! A teraz wyjdźcie. Muszę pomyśleć. – zakończyłam.
                Gdy miałam zupełną pewność, że nie ma ich w pobliżu postanowiłam udać się na krótki spacer alejką.
                Przechadzałam się wolno po mojej ulicy, lecz gdy ujrzałam biegnących za mną Arona i Jacoba chciałam przebiec przez ulicę by uniknąć spotkania z nimi. Chciałam… Bo potrącił mnie samochód.
Wylądowałam w szpitalu. Zapadłam w śpiączkę. Przez cały czas byłam obecna jako duch. Moje życie wisiało na włosku. Stałam tak patrząc na moje ciało. Jeszcze żyłam.
- Pamiętaj. Nie poddawaj się. – mówiła do mnie pielęgniarka przez całą drogę na salę.
Po jakimś czasie postanowiłam zobaczyć co u Arona i Jacoba. Krzyczeli, ale ich kłótnię przerwała Xerda.
- Co wy odwalacie?! – milczeli.
- Hayley leży tam na sali! Nie wiadomo czy przeżyje, a wy się kłócicie o to, który jest winny?!- powiedziała ze łzami w oczach.
- Więc teraz wam odpowiem. Obaj jesteście! – wykrzyczała jednocześnie płacząc.
Chłopacy  spojrzeli na nią po czym Jacob odszedł. Aron został i przytulił Xerde. Postanowiłam pójść za Jacobem. Poszedł na dwór. Wyciągnął papierosa i poszedł do sklepu po wódkę.
Palił tak popijając to czystą.
- Jaki ja jestem poje*any ku*wa! - powiedział, po czym zaczęłam płakać. Tak bardzo chciałabym ich przytulić.
Chwilę później znikąd podszedł do niego Jeffrey.
- Hejo. – powiedział.
- Siema. –
- Widzę, że humor nie dopisuje. – Jacob milczał.
- Wiem co ci pomoże. – dodał.
- Mi to już ku*wa nic nie pomoże. –
- Ale nie musisz od razu tak ostro… - zaśmiał się Jeff.
- Taa… -
- A tak w ogóle co taki przystojniak robi sam w środku miasta? – spytał Jeffrey. Jacob niespodziewanie się podniósł.
- Co ty?! Nie jestem ku*wa pedałem jakimś! – wrzasnął, po czym wszedł do środka . Wbiegłam za nim. Poszedł z powrotem pod moją salę. Krążyli tam z Aronem dość długo przyglądając mi się z za szyby. Niespodziewanie jednak mój stan zaczął się pogarszać. Zaczęłam umierać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz