wtorek, 18 września 2018

#10 Ożywienie


Lekarze robili wszystko by utrzymać mnie przy życiu... Ale nic to nie dawało… Nie czułam siły…
Wyszłam więc na korytarz. Na szczęście udało się opanować mój stan, ale lekarze nie dali mi szans na wybudzenie.
                Kiedy to powiedzieli,  Jacob wyszedł ze szpitala, a Aron poszedł do domu by się przebrać.
Poszłam więc ponownie za Jacobem. Kiedy doszliśmy na miejsce Jacob podniósł gruby sznur z podłogi po czym zaczął wiązać pętle. Przywlókł krzesło i na nim usiadł. W ręku trzymał zaplątany sznur. Była na nim pętla.
- Obiecałem sobie, że już nigdy tego nie zrobię… Ku*wa! –wrzasnął.
Dobrze wiedziałam o co mu chodzi. Zaczęłam szukać pomocy w przedmiotach. Próbowałam dać mu jakiś znak, ale przenikałam przez każdy przedmiot. Usiadłam więc na podłodze i zaczęłam płakać.
Jacob nadal siedział na krześle. Miał dylemat.
- Pier*olić! – wrzasnął po czym wszedł na krzesło by zawiązać sznur.
-Jacob, nie!  - krzyczałam na próżno. Jacob założył sznur na szyję po czym odkopnął krzesło.
Próbowałam przerwać  sznur, ale wszystko na nic… Nadal byłam bez radna, a Jacob wisiał. To był najstraszniejszy widok w moim życiu. Niespodziewanie do domu wbiegła Xerda.
- Jacob! – krzyknęła przerażona, po czym rozbiła lustro i przecięła sznur. Chłopak był nie przytomny.
- Co ty najlepszego zrobiłeś?! – krzyczała ze łzami w oczach sprawdzając czy oddycha.
                 Po Jacoba przyjechała karetka, na szczęście Xerda zjawiła się w porę i Jacob nie zdążył się udusić. Niedoszły samobójca został przewieziony do tego samego szpitala w, którym leżałam uśpiona.
Kiedy weszłam do mojej Sali siedziała przy mnie płacząca Xerda.
- Hayley… Jeżeli mnie słyszysz. Proszę cię nie zostawiaj mnie tu  z nimi… Jacob się dziś dla ciebie powiesił, a Aron ma pocięte ręce. Słyszysz ku*wa?! Masz tu być! Masz mnie nie zostawiać! – darła się roztrzęsiona Xerda. Po jej błaganiach cudem wróciłam do mojego ciała! Zaczęłam się budzić.
Gdy tylko byłam w stanie coś powiedzieć, podniosłam się i spytałam nerwowo.
- Gdzie jest Jacob?! –
- Yyy… Sala numer  107 – wykrztusiła zdziwiona Xerda. Pomimo tego, że miałam złamaną rękę i kilka urazów wewnętrznych nie odczuwałam bólu. Gdy biegłam przez korytarz spotkałam Arona.
- Hayley?! – krzyknął.
- Też cię kocham! – odparłam szybko po czym biegłam dalej krętym korytarzem.
                Kiedy stanęłam przed drzwiami Sali 107 zawahałam się. Czy na pewno dziś? Czy to jest odpowiednia chwila? Czy czuje się na tyle dobrze żeby z nim porozmawiać?                                               - Wchodzę! – powiedziałam po czym uchyliłam drzwi…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz