Lekarze robili wszystko by utrzymać mnie przy życiu... Ale
nic to nie dawało… Nie czułam siły…
Wyszłam więc na korytarz. Na szczęście udało się opanować
mój stan, ale lekarze nie dali mi szans na wybudzenie.
Kiedy
to powiedzieli, Jacob wyszedł ze
szpitala, a Aron poszedł do domu by się przebrać.
Poszłam więc ponownie za Jacobem. Kiedy doszliśmy na miejsce
Jacob podniósł gruby sznur z podłogi po czym zaczął wiązać pętle. Przywlókł
krzesło i na nim usiadł. W ręku trzymał zaplątany sznur. Była na nim pętla.
- Obiecałem sobie, że już nigdy tego nie zrobię… Ku*wa! –wrzasnął.
Dobrze wiedziałam o co mu chodzi. Zaczęłam szukać pomocy w
przedmiotach. Próbowałam dać mu jakiś znak, ale przenikałam przez każdy
przedmiot. Usiadłam więc na podłodze i zaczęłam płakać.
Jacob nadal siedział na krześle. Miał dylemat.
- Pier*olić! – wrzasnął po czym wszedł na krzesło by
zawiązać sznur.
-Jacob, nie! -
krzyczałam na próżno. Jacob założył sznur na szyję po czym odkopnął krzesło.
Próbowałam przerwać sznur, ale wszystko na nic… Nadal byłam bez
radna, a Jacob wisiał. To był najstraszniejszy widok w moim życiu.
Niespodziewanie do domu wbiegła Xerda.
- Jacob! – krzyknęła przerażona, po czym rozbiła lustro i
przecięła sznur. Chłopak był nie przytomny.
- Co ty najlepszego zrobiłeś?! – krzyczała ze łzami w oczach
sprawdzając czy oddycha.
Po Jacoba przyjechała karetka, na szczęście
Xerda zjawiła się w porę i Jacob nie zdążył się udusić. Niedoszły samobójca
został przewieziony do tego samego szpitala w, którym leżałam uśpiona.
Kiedy weszłam do mojej Sali siedziała przy mnie płacząca
Xerda.
- Hayley… Jeżeli mnie słyszysz. Proszę cię nie zostawiaj
mnie tu z nimi… Jacob się dziś dla
ciebie powiesił, a Aron ma pocięte ręce. Słyszysz ku*wa?! Masz tu być! Masz
mnie nie zostawiać! – darła się roztrzęsiona Xerda. Po jej błaganiach cudem wróciłam
do mojego ciała! Zaczęłam się budzić.
Gdy tylko byłam w stanie coś powiedzieć, podniosłam się i
spytałam nerwowo.
- Gdzie jest Jacob?! –
- Yyy… Sala numer 107
– wykrztusiła zdziwiona Xerda. Pomimo tego, że miałam złamaną rękę i kilka
urazów wewnętrznych nie odczuwałam bólu. Gdy biegłam przez korytarz spotkałam
Arona.
- Hayley?! – krzyknął.
- Też cię kocham! – odparłam szybko po czym biegłam dalej
krętym korytarzem.
Kiedy stanęłam przed drzwiami Sali
107 zawahałam się. Czy na pewno dziś? Czy to jest odpowiednia chwila? Czy czuje
się na tyle dobrze żeby z nim porozmawiać? - Wchodzę! – powiedziałam po czym uchyliłam
drzwi…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz