- No zostałam jeszcze chwilkę na basenie… A poza tym, jak ty
tu wszedłeś? – spytałam.
- Kiedy pobiegłaś za swoim Jacobem kochanym, zostawiłaś
drzwi otwarte! – krzyknął.
- Uspokój się! –
- Jak mam być spokojny?! Ten debil tak namieszał ci w głowie…
Mam wrażenie, że… - po tych słowach z jego oczu wydobyła się jedna mała
praktycznie nie widoczna łezka.
- Aron… -
- Mam wrażenie, że…
Że to nie ma sensu… -
- Nawet tak nie mów! Wiesz, że to nie prawda… Proszę Cię!- i
właśnie w tym momencie moje nerwy puściły… Rozpłakałam się jak małe dziecko… Po
czym podbiegłam do Arona i mocno go przytuliłam.
- Proszę Cię przecież sam tego nie chcesz… -
- Hayley… Musimy zrobić sobie przerwę… Muszę to sobie
przemyśleć… Jacob będzie zadowolony… - powiedział. Z jego oczu wydobyło się jeszcze
kilka ,łez po czym odszedł. Zostałam sama. A najgorsze jest to, że ja nadal go
kocham…
Następnego
dnia obudził mnie dzwonek do drzwi. Wyjrzałam przez okno, padało. Gdy zeszłam
na dół i otworzyłam drzwi ujrzałam Jacoba. Stał cały przemoknięty.
- Cześć… - powiedział.
- Hej, właź.. – odparłam obojętnie. Jacob wszedł. Był cały
mokry. Spojrzałam na niego.
- Czekaj zaraz przyniosę Ci jakieś rzeczy… -
-Ale… -
- Spokojnie… Czasem nosze za durze bluzy. – Jacob pokiwał
głową po czym zaczął się rozbierać. Milczałam, szłam przed siebie. Podałam mu
bluzę, była różowa.
- Wyglądam jak pedał. – roześmiał się chłopak. Jak zwykle potrafił mnie rozbawić. Zaczęliśmy
się śmiać. Później przeszliśmy jednak do oglądania serialu.
Gdy skończyliśmy oglądać, Jacob
wszedł do pokoju i spojrzał na podłogę.
- Co to jest? – Jacob wskazał na górę poduszek na dywanie.
- Twoje łóżko. – odpowiedziałam poważnie.
- Myślałem, że… - zamilkł.
- A co takiego myślałeś? –
- Nie ważne już… - odpowiedział trochę speszony. Oczywiście wiedziałam, że wolałby spać razem ze mną.
Rano
obudziłam się obok Jacoba. Taa… to było do przewidzenia. Odepchnęłam go i
krzyknęłam:
- Jacob! Powaliło Cię?!- chłopak zaczął się głośno śmiać.
- No przepraszam… Tak słodko spałaś… - Mówił śmiejąc się.
- Ha,ha. Śmieszne. – taa.. strzeliłam focha.
Jednak chwilę później zadzwonił telefon…
- Aron! – krzyknęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz