Gdy otworzyłam drzwi stał tam Jacob był wyraźnie wkurzony.
- Hej Jacob… -
- Siema. On tu jest prawda? –
- Ale kto? –
- Hayley, nie jestem głupi. Aron tu jest. – po tych słowach
odsunął mnie na bok i pobiegł na górę.
Nawet na dole dało się usłyszeć ich krzyki. Po chwili
ujrzałam schodzącego Jacoba.
- A tylko ją tkniesz! – darł się w stronę Arona.
Gdy
tylko Jacob wyszedł zauważyłam podbite oko Arona.
- Pokaż to oko… - powiedziałam po czym podeszłam próbując dosięgnąć
do jego głowy.
- I co… Nadal będziesz go bronić? – spytał łagodnie.
Milczałam… Chłopak spojrzał na mnie
trochę podirytowany.
- No dobra już nie będę cię tym męczył. – powiedział po czym
wstał z kanapy.
- Muszę już spadać. Chłopaki czekają. –
- Ok, to pa – zakończyłam.
Nagle znikąd zadzwonił Jacob z propozycją
wyjścia na basen. Zgodziłam się. Gdy tylko pojawiłam się na basenie zostaliśmy
z Jacobem rozdzieleni do dwóch różnych szatni. Po wyjściu z szatni spotkaliśmy
się z Jacobem.
- Wooow…. – zaciął się Jacob mierząc mnie wzrokiem.
- Jacob, przestań! – krzyknęłam zawstydzona. Zza rogu
ujrzałam lornetkę, ale nie przejęłam się tym za bardzo.
- Oj tam… Wyluzuj. – powiedział Jacob jednocześnie chwytając
mnie i skacząc do wody. Kiedy się wynurzyliśmy pocałował mnie, a ja w żaden
sposób nie próbowałam mu tego utrudnić. Sama nie wiem co się ze mną stało. Kiedy
się odsunął spojrzałam mu w oczy, był zadowolony. Nagle ni stąd ni z owąd z wody wynurzył się Aron z lornetką w ręku.
- Ty debilu! – wrzasnął.
- Oj, ty mi tu nie debiluj! – powiedział Jacob
- Chłopaki przestańcie! – krzyknęłam, ale najwyraźniej nic
to nie pomogło bo Jacob zaczął topić Arona i tak na zmianę. Po długiej chwili
moich krzyków i błagań zainterweniował ratownik.
- Panowie, proszę opuścić teren basenu. – po nakazie
ratownika Jacob i Aron wyszli obrażeni w
stronę szatni. Nie dało się również nie zauważyć ładnego paluszka wyciągniętego
przez Arona i prostych słów „Pierd*l się” rzuconych przez Jacoba w stronę
ratownika. Ja jednak postanowiłam jeszcze chwilę popływać.
Pływając
tak w kółko poznałam Jefreya. Przystojnego blondyna mającego wielkie poczucie
humoru. Rozmawialiśmy dość długo, ale niestety musiałam się już zbierać.
Po powrocie
do domu zastałam tam obrażonego Arona.
- Co tak długo? – spytał wkurzony.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz