Gdy obudziłam się rano Jacoba nie było w domu. Spojrzałam na
zegarek. Miał lekcje na dwunastą. Dziwne zawsze wychodził później. No trudno.
Postanowiłam zadzwonić do Xerdy. Zaprosiłam ją więc do domu.
Kiedy
tylko przyszła od razu zaczęłyśmy tematy chłopaków.
- Xerda… Bo ja nadal widzę w Jacobie przyjaciela. –
wyznałam.
- Bez przyjaźni nie ma miłości. –
- Ale ja nie do końca kocham go jako chłopaka bardziej jako
przyjaciela… -
- Hayley… Dlaczego go tak okłamujesz? Powinnaś mu
powiedzieć. Jest jeszcze szansa, że wyjdzie z tego bez bólu. –
- Ale ja nie mogę! – krzyknęłam.
- Hayley… -
- Nie mogę… -
- Czyli jednak go kochasz? –
- Xerda… To nie jest takie łatwe… - powiedziałam spuszczając
głowę.
- Chodzi o Arona? Boisz się czegoś?-
- Jeżeli masz na myśli Arona to tylko jego. Boję się tego
psychopaty. On jest zdolny do wszystkiego… -
- Przecież Jacob jest ideałem! O co ci chodzi? –
- Znam go prawie od urodzenia. Wiem o nim wszystko.
Rozumiesz?! Wyjechał na dwa lata z kraju, a teraz wrócił i nagle wszystko jest
inaczej… -
- Zmienił się… Czyż nie? – spytała Xerda.
- Tak. I to bardzo. To już nie ten sam popie*dolony
człowiek… Teraz jest inny… -
- Hayley. Miłość zmienia ludzi... Nie pamiętasz jak chlałaś
razem z nim? –
- No… Dobra zmieńmy temat, bo to do niczego nie prowadzi… -
zakończyłam.
Po
południu do drzwi zadzwonił Jacob. A, że Xerda jeszcze u mnie była. Dlatego gdy
wpuściłam chłopaka do domu Xerda co chwilę puszczała mi znaczące spojrzenia.
Kiedy Jacob siedział w salonie przed telewizorem, ja i Xerda rozmawiałyśmy.
- Masz zamiar mu to powiedzieć? – spytała dziewczyna.
-Nie, nie chcę nic niszczyć…A poza tym chyba dobrze się
dogadujemy. Co nie? –
- Niby tak, ale skoro ty nic do niego nie czujesz to nie ma
to sensu. Tylko bardziej go zaboli… -
- Nic takiego nie powiedziałam… Ja po prostu nie wiem czego
chcę… Nie wiem czy faktycznie coś pomiędzy nami jest… Czy nie powinniśmy
pozostać przyjaciółmi… - przeanalizowałam.
- Rób co chcesz… Ale naprawdę, lepiej by było jakbyś mu
powiedziała…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz