- Aron co ty tutaj robisz?! – krzyknęłam przerażona. Gdy
zobaczyłam nuż w jego ręce przytuliłam Jacoba.
- Przyszedłem się pożegnać z Jacobem. – powiedział z
uśmiechem na twarzy.
- Proszę cię nie rób tego! – krzyknęłam. I właśnie w tym
momencie Aron rzucił nóż w stronę Jacoba. Wstałam więc szybko i przyjęłam za
niego cios opadając na jego kolana. Był to ogromny ból.
- Hayley! – wrzasnął Jacob. Kiedy spojrzałam w dół ujrzałam
nóż wbity prosto w mój brzuch. Siedziałam tak blada nie wiedząc co zrobić.
Jacob nadal miał mnie na kolanach.
- Jacob. Wyciągnij to ze mnie! –spanikowałam. Czułam, że nóż
bardzo poranił moje wnętrze.
- Wiesz, że nie mogę! – powiedział spanikowany chłopak.
- Dzień do… Co tu się stało?!- spytała pielęgniarka.
- Niech pani lepiej zawoła ku*wa lekarza! – wydarł się
Jacob.
- Dobrze już! – zakończyła. Przez całą drogę na salę
operacyjną pielęgniarka powtarzała bym nie zamykała oczu.
Kiedy
otworzyłam oczy po narkozie leżałam w jakiejś sali obok siedzącego przy łóżku
Jacoba.
Gdy tylko się podniosłam Jacob podniósł głowę.
- Hayley, musisz spać. – powiedział zmęczony.
- Ile ty tak nie śpisz? – spytałam troskliwie.
- Nie wiem… Z jakieś trzy godziny… -
- Nie możesz się tak ku*wa przemęczać! – krzyknęłam.
- Hayley… -
- Nie ma marudzenia! Kładziesz się obok mnie! –
stwierdziłam, po czym usiadłam na łóżku.
- Ej… Hayley… Jeszcze sobie coś uszkodzisz… I co wtedy? –
- Weź nie pytaj, weź się lepiej przytul. – powiedziałam
ciągnąc go za rękę. Ale to i tak nic nie dawało. Wiedziałam bowiem jaki jest
słaby punkt Jacoba. Wstałam i usiadłam mu na kolanach jednocześnie całując go.
- Proszę… Zrób to dla mnie. – nalegałam.
- Niech ci będzie. – uśmiechnął się chłopak, po czym położył
się ze mną.
Gdy
rano się obudziłam Jacob siedział patrząc w okno. Kiedy wstałam momentalnie się
obrócił.
- Hej. – powiedziałam z uśmiechem.
- No cześć. – odparł. Kiedy tylko podeszłam do lustra Jacob
zaczął mi się uważnie przyglądać.
Brzuch miałam opleciony bandażami.
- Ale ja mam zaje*istą talię! – wypaliłam ze śmiechem. Nie
musiałam długo czekać na uśmiech Jacoba, bo pojawił się on zaledwie chwilkę
później od mojego.
-No faktycznie. Talię to ty masz zaje*bistą! – powiedział,
po czym podszedł i mnie pocałował.
- Oj… Czaruś. –
- Gdzie? Ja? Wcale… -zaśmiał się, a ja się przyłączyłam.
W południe
przyszedł do nas lekarz z możliwością wyjścia ze szpitala, oczywiście
zgodziliśmy się.
- Hayley, pamiętaj. Przez co najmniej miesiąc żadnych
ciężkich prac. I zero przemęczania. A ty Jacob, będziesz żył. – podsumował lekarz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz