piątek, 21 września 2018

#21 Nóż



- Aron co ty tutaj robisz?! – krzyknęłam przerażona. Gdy zobaczyłam nuż w jego ręce przytuliłam Jacoba.
- Przyszedłem się pożegnać z Jacobem. – powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Proszę cię nie rób tego! – krzyknęłam. I właśnie w tym momencie Aron rzucił nóż w stronę Jacoba. Wstałam więc szybko i przyjęłam za niego cios opadając na jego kolana. Był to ogromny ból.
- Hayley! – wrzasnął Jacob. Kiedy spojrzałam w dół ujrzałam nóż wbity prosto w mój brzuch. Siedziałam tak blada nie wiedząc co zrobić. Jacob nadal miał mnie na kolanach.
- Jacob. Wyciągnij to ze mnie! –spanikowałam. Czułam, że nóż bardzo poranił moje wnętrze.
- Wiesz, że nie mogę! – powiedział spanikowany chłopak.
- Dzień do… Co tu się stało?!- spytała pielęgniarka.
- Niech pani lepiej zawoła ku*wa lekarza! – wydarł się Jacob.
- Dobrze już! – zakończyła. Przez całą drogę na salę operacyjną pielęgniarka powtarzała bym nie zamykała oczu.
                Kiedy otworzyłam oczy po narkozie leżałam w jakiejś sali obok siedzącego przy łóżku Jacoba.
Gdy tylko się podniosłam Jacob podniósł głowę.
- Hayley, musisz spać. – powiedział zmęczony.
- Ile ty tak nie śpisz? – spytałam troskliwie.
- Nie wiem… Z jakieś trzy godziny… -
- Nie możesz się tak ku*wa przemęczać! – krzyknęłam.
- Hayley… -
- Nie ma marudzenia! Kładziesz się obok mnie! – stwierdziłam, po czym usiadłam na łóżku.
- Ej… Hayley… Jeszcze sobie coś uszkodzisz… I co wtedy? –
- Weź nie pytaj, weź się lepiej przytul. – powiedziałam ciągnąc go za rękę. Ale to i tak nic nie dawało. Wiedziałam bowiem jaki jest słaby punkt Jacoba. Wstałam i usiadłam mu na kolanach jednocześnie całując go.
- Proszę… Zrób to dla mnie. – nalegałam.
- Niech ci będzie. – uśmiechnął się chłopak, po czym położył się ze mną.
                Gdy rano się obudziłam Jacob siedział patrząc w okno. Kiedy wstałam momentalnie się obrócił.
- Hej. – powiedziałam z uśmiechem.
- No cześć. – odparł. Kiedy tylko podeszłam do lustra Jacob zaczął mi się uważnie przyglądać.
Brzuch miałam opleciony bandażami.
- Ale ja mam zaje*istą talię! – wypaliłam ze śmiechem. Nie musiałam długo czekać na uśmiech Jacoba, bo pojawił się on zaledwie chwilkę później od mojego.
-No faktycznie. Talię to ty masz zaje*bistą! – powiedział, po czym podszedł i mnie pocałował.
- Oj… Czaruś. –
- Gdzie? Ja? Wcale… -zaśmiał się, a ja się przyłączyłam.
                W południe przyszedł do nas lekarz z możliwością wyjścia ze szpitala, oczywiście zgodziliśmy się.
- Hayley, pamiętaj. Przez co najmniej miesiąc żadnych ciężkich prac. I zero przemęczania. A ty Jacob, będziesz żył. – podsumował lekarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz