piątek, 21 września 2018

#20 Szpital



Chłopak został przewieziony do sali numer dwadzieścia  pięć. Kiedy tylko zdobyłam okazję od razu wbiegłam do tego pomieszczenia. Jacob został już wybudzony więc nie miałam problemów by z nim porozmawiać.
- Ty wiesz jak się bałam?! – krzyknęłam podbiegając do siedzącego w telefonie Jacoba. Na mój widok od razu jednak odłożył telefon i się uśmiechnął.
- Ten debil nic ci nie zrobił? – spytał odbiegając od tematu.
- Nie zdążył… - odpowiedziałam podchodząc bliżej łóżka Jacoba.
- To dobrze… -
- Bardzo boli…? – spytałam cicho.
- Hayley. Nie miej mnie za jakąś c*otę. –
- Dobrze. Przepraszam, po prostu się martwię, a ty oberwałeś dwa razy z pistoletu. –
- Hej… Wyluzuj. Było, minęło. Żyje się chwilą. –
- Może i masz trochę racji, ale zrozum, że mi na tobie zależy…- przyznałam. Podeszłam do niego i pocałowałam go. Jacob westchnął, po czym wstał i mnie przytulił.
- H–Hej! Miałeś leżeć! – zaśmiałam się.
- To mnie połóż. – uśmiechnął się chłopak.
- Śmieszne… Do łóżka! – postanowiłam, a że chłopak w żaden sposób nie chciał się poddać, więc zastosowałam metodę ostateczną. Pocałowałam go jednocześnie kładąc go na łóżko. Kiedy z niego zeszłam, chłopak przyciągnął mnie do siebie ponownie.
- Gdzie uciekasz?- spytał.
- A do domu. Musisz odpoczywać. – odparłam.
- Chyba nie zostawisz mnie tu samego? –
- Nie. Zostawię cię tu z paczką chipsów. – uśmiechnęłam się.
- Ale ja chcem ciebie! – powiedział, po czym wyrzucił chipsy przez okno.
-Hej! Głowa do góry. Przyjdę rano. –
- Wolisz żebym spał sam i się nie wyspał, czy żebym spał z tobą i był wyspany? –
- Wolę nie uszkodzić tobie rany. –odparłam.
- Ale to naprawdę nie ma żadnego znaczenia. –
- Jacob, ma. Ty umierałeś. I nie próbuj mi wmówić, że było inaczej. Ale jak chcesz mogę zostać. – powiedziałam jednocześnie się podnosząc. I tak zasnęłam siedząc na szpitalnym taborecie, a głową leżąc na łóżku Jacoba.
                Gdy rano obudziłam się i zauważyłam, że Jacob śpi, uśmiechnęłam się. Wyglądał tak niewinnie, a za razem groźnie w tych bandażach. Westchnęłam, po czym podniosłam się. I chyba właśnie tym obudziłam Jacoba.
- Siema. – powiedział z uśmiechem na twarzy.
- OMG! Jacob, nie strasz mnie. –
- Przepraszam, ale obudziłem się. – zaśmiał się.
- A tak w ogóle… Jak się czujesz? –
- Dobrze… A co? –
- Nic… Tak pytam. – odparłam. Po chwili do pokoju wszedł Aron…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz