Chłopak został przewieziony do sali numer dwadzieścia pięć. Kiedy tylko zdobyłam okazję od razu
wbiegłam do tego pomieszczenia. Jacob został już wybudzony więc nie miałam
problemów by z nim porozmawiać.
- Ty wiesz jak się bałam?! – krzyknęłam podbiegając do
siedzącego w telefonie Jacoba. Na mój widok od razu jednak odłożył telefon i
się uśmiechnął.
- Ten debil nic ci nie zrobił? – spytał odbiegając od
tematu.
- Nie zdążył… - odpowiedziałam podchodząc bliżej łóżka
Jacoba.
- To dobrze… -
- Bardzo boli…? – spytałam cicho.
- Hayley. Nie miej mnie za jakąś c*otę. –
- Dobrze. Przepraszam, po prostu się martwię, a ty oberwałeś
dwa razy z pistoletu. –
- Hej… Wyluzuj. Było, minęło. Żyje się chwilą. –
- Może i masz trochę racji, ale zrozum, że mi na tobie
zależy…- przyznałam. Podeszłam do niego i pocałowałam go. Jacob westchnął, po
czym wstał i mnie przytulił.
- H–Hej! Miałeś leżeć! – zaśmiałam się.
- To mnie połóż. – uśmiechnął się chłopak.
- Śmieszne… Do łóżka! – postanowiłam, a że chłopak w żaden
sposób nie chciał się poddać, więc zastosowałam metodę ostateczną. Pocałowałam
go jednocześnie kładąc go na łóżko. Kiedy z niego zeszłam, chłopak przyciągnął
mnie do siebie ponownie.
- Gdzie uciekasz?- spytał.
- A do domu. Musisz odpoczywać. – odparłam.
- Chyba nie zostawisz mnie tu samego? –
- Nie. Zostawię cię tu z paczką chipsów. – uśmiechnęłam się.
- Ale ja chcem ciebie! – powiedział, po czym wyrzucił chipsy
przez okno.
-Hej! Głowa do góry. Przyjdę rano. –
- Wolisz żebym spał sam i się nie wyspał, czy żebym spał z
tobą i był wyspany? –
- Wolę nie uszkodzić tobie rany. –odparłam.
- Ale to naprawdę nie ma żadnego znaczenia. –
- Jacob, ma. Ty umierałeś. I nie próbuj mi wmówić, że było
inaczej. Ale jak chcesz mogę zostać. – powiedziałam jednocześnie się podnosząc.
I tak zasnęłam siedząc na szpitalnym taborecie, a głową leżąc na łóżku Jacoba.
Gdy
rano obudziłam się i zauważyłam, że Jacob śpi, uśmiechnęłam się. Wyglądał tak
niewinnie, a za razem groźnie w tych bandażach. Westchnęłam, po czym podniosłam
się. I chyba właśnie tym obudziłam Jacoba.
- Siema. – powiedział z uśmiechem na twarzy.
- OMG! Jacob, nie strasz mnie. –
- Przepraszam, ale obudziłem się. – zaśmiał się.
- A tak w ogóle… Jak się czujesz? –
- Dobrze… A co? –
- Nic… Tak pytam. – odparłam. Po chwili do pokoju wszedł
Aron…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz