Tydzień później wypuścili Arona. Wszystko niby było ok. Do
czasu gdy Jacob nie postanowił z nim pogadać. Gdy tylko wszedł do jego domu
Aron wyjął pistolet z kieszeni.
- Ku*wa! – wrzasnął Jacob, po czym padł na krzesło kiedy
kulka z pistoletu przebiła jego brzuch.
W tym samym momencie weszłam do domu Arona by sprawdzić jak
mają się sprawy. Kiedy tylko weszłam do salonu chłopak skierował w moją stronę
pistolet. W momencie kiedy zobaczyłam wykrwawiającego się Jacoba sparaliżował
mnie strach.
- Co ty żeś zrobił?! – krzyczałam w stronę Arona. Chłopak
jedynie dołożył mu kolejną kulkę, tym razem w rękę.
- Albo teraz dasz mi się przelecieć, albo Jacob oberwie
jeszcze raz.- powiedział Aron z uśmiechem na twarzy.
- Nie rób tego Hayley. – powiedział Jacob ostatkiem sił.
- Zamknij mordę! – powiedział Aron po czym uderzył Jacoba z
pięści w twarz.
- Nienawidzę cię! – krzyknęłam ze łzami w oczach.
- To jak będzie? Kolega ma dostać jeszcze raz? –
- Nie… Zrobię to.. – odparłam cicho.
- Wiedziałem, że się jakoś dogadamy… - odparł uśmiechając
się.
Kiedy
Aron miał na sobie jedynie bokserki, a ja byłam tylko w bieliźnie, pod nie uwagę
Arona, Jacob podniósł się, wyrwał Aronowi pistolet i powiedział:
- Żryj piach! – upadając razem z postrzelonym w ramię złoczyńcą.
Ja nie wiedząc co robić jak najszybciej zadzwoniłam po policje i pogotowie.
Kiedy stałam tak nad Jacobem płacząc, Aron niespodziewanie wstał i przyłożył
mnie do ściany. Na szczęście w porę do domu wkroczyła policja.
Kiedy wyprowadzili Arona podbiegłam do Jacoba.
Był nie przytomny, ale oddychał.
- Jacob, przepraszam cię! Przepraszam za to, że cię w to
wplątałam. Nie zostawiaj mnie. Proszę! – krzyczałam nie mogąc nic zrobić. Po
pięciu minutach mojego błagania w końcu przyjechała karetka.
- Dobra, zabieramy go do szpitala. – mówili między sobą
ratownicy.
- A pani jedzie z nami. – dodali, po czym dali mi srebrny
koc.
Kiedy dojechaliśmy do szpitala Jacoba zabrali
na stół operacyjny by wyciągnąć kulki.
I w tym właśnie szpitalu znajdował się również Aron.
- Hayley… - powiedział cicho Aron.
- Co ty tu robisz?! – odpowiedziałam zdenerwowana płacząc.
- Przyszedłem udowodnić ci, że jestem od niego lepszy. –
powiedział jeszcze ciszej.
- Ty jesteś nienormalny! Jacob leży na stole, nie wiadomo co
z nim, a ty nadal bawisz się w te głupie gierki! –
- Jestem po prostu zakochany. –
- Chciałeś mnie ku*wa zgwałcić idioto! – wydarłam się.
- Oj nie przesadzaj… Ja chciałem się tylko pobawić. Nie
lubię kiedy ktoś inny bawi się moją zabawką. – powiedział.
- Mylisz się! Nie jestem twoją zabawką! To ja będę decydować
z kim się spotykam i jak wyglądam! – po tych słowach z Sali przed, którą
leżałam wywieźli Jacoba. Nadal był nie przytomny.
- Co z nim? – spytałam pielęgniarki.
- A pani z rodziny? –
- Jestem jego dziewczyną. – powiedziałam szybko.
- Aha. Będzie żył. – powiedziała dziarsko kobieta…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz