Następnego dnia podążałam tą samą
alejką, do tego samego sklepu w nadziei, że uda mi się GO spotkać. Niestety nie
spełnił moich oczekiwań… Nie było Go…
Gdy wyszłam ze sklepu usiadłam na
ławeczce rzucając zakupy obok. Wyciągnęłam telefon – trzy nie odebrane połączenia.
- No nieźle… - pomyślałam, po
czym otworzyłam powiadomienie nawet nie sprawdzając kto dzwonił.
- Siema Hayley! – usłyszałam zza
pleców znajomy głos.
- Jacob! – krzyknęłam po czym rzuciłam się w stronę
chłopaka.
- Dlaczego nie odebrałaś? – spytał z minimalną złością na
twarzy.
- Ehhh… Tęskniłam. –
- Ja bardziej! –
- Droczysz się ze mną?! –
- Skądże. – odparł uśmiechając się.
Po tym krótkim przywitaniu Jacob zaproponował wspólne wyjście
do klubu. Zgodziłam się.
Gdy
tylko stanęliśmy u progu klubu nocnego Jacob chwycił mnie za rękę po czym
powiedział szeptem:
- Nie ufaj nikomu. –
Ja całkowicie zmieszana Jego zachowaniem kiwnęłam głową. On
uśmiechnął się i zaciągnął mnie do środka.
W sali
było pełno ludzi, ale nawet w tak wielkim tłumie udało mi się rozpoznać twarz
Xerdy.
Kiedy już miałam ruszyć w jej stronę Jacob przyciągnął mnie
do siebie po czym powiedział:
- O dwudziestej trzeciej przed wejściem. –
- OK. – odpowiedziałam po czym spojrzałam na zegarek. Była
dwudziesta druga.
Gdy tylko podbiegłam do Xerdy od razu można było poznać, że
jest pijana.
- Sjema stara! – wrzasnęła .
- Ciszej. – oznajmiłam śmiejąc się pod nosem.
- Spoczko loczko. – odpowiedziała.
I tak
jeszcze długo rozmawiałyśmy, gdy wybiła dwudziesta trzecia. Czekałam na
zewnątrz na Jacoba tak z dwadzieścia minut, ale nigdzie go nie widziałam więc
postanowiłam rozejrzeć się za nim w środku.
Obeszłam cały klub, ale Jego nie
było dlatego zaczęłam rozważać powrót do domu samotnie. Kiedy wychodziłam już z
terenu klubu zauważyłam nikogo innego jak Jacoba. Tylko szkoda, że z jakąś szczupłą blondyną. Gdy tylko zauważył mnie w pobliżu odepchnął
ją.
- Hay…-
- Co to ma być do cholery?! – wydarłam się nie dając mu
dokończyć.
Zmieszany chłopak chwycił mnie w talii po czym pocałował. Odepchnęłam
go rękami.
- Przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi! - pomyślałam po czym
pobiegłam do domu. Zdawało mi się, że chwilę za mną biegł, ale później
zrezygnował.
Gdy
nastał świt obudził mnie dzwonek do drzwi. W progu stał Aron.
- Hej Hayley, musimy pogadać… -
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz