Kiedy zeszłam na dół by otworzyć stał tam Aron z bukietem
kwiatów w ręku.
- Hayley, przepraszam za wszystko. Ja cię nadal kocham… -
powiedział natarczywie. Jednak gdy chciał coś jeszcze dodać z góry zszedł
zaspany Jacob. Podszedł do mnie, objął mnie jedną ręką, pocałował w policzek i
powiedział:
- Co jest ku*wa? –
- Yyy… - zaciął się Aron.
- Okej, to pa… - powiedziałam po czym zamknęłam przed nim
drzwi
- A mi to się chyba jeszcze coś należy… - powiedział
flirciarsko Jacob.
- Oho… Faktycznie. – Powiedziałam po czym pocałowałam go w
usta. Nagle zadzwonił do mnie telefon. Odebrał go Jacob.
- Hayley proszę wróć do mnie! Jeszcze tyle nie przeżytych
chwil razem, tyle niespełnionych nocy… - mówił Aron.
- Sory gościu, trochę za późno. Elo! – odparł krótko Jacob
po czym rozłączył się.
Później przyszedł do mnie SMS, którym naprawdę się
przeraziłam. A treść jego brzmiała tak:
- Hayley, potnę się tym nożem! Ale jak chcesz możesz wbijać…
- do wiadomości zostało dołączone zdjęcie z nożem przy ręce Arona. Przerażona wiadomością jak najszybciej
pobiegłam do domu Arona.
Kiedy zadzwoniłam do drzwi stał w nich nie kto inny jak Aron
w szlafroku. Kiedy tylko się zbliżyłam
wciągnął mnie on do środka, po czym zrzucił szlafrok. Był nagi.
- Aron. Nie rób nic głupiego. – mówiąc to zaczęłam bać się
jeszcze bardziej niż na początku. Chłopak jednak nie posłuchał i zdarł ze mnie
ubrania.
- Ty jesteś chory! – wydarłam się.
- Chory, ale z miłości. Nie musisz się bać. – powiedział
głosem psychopaty. Ni stąd, ni z owąd do drzwi zaczął dobijać się Jacob.
- Otwórz te cholerne drzwi bo zaraz je sam wywarze! –
krzyknął po czym wywarzył zamek. Kiedy tylko zobaczył co się tu dzieje,
podbiegł do Arona i zaczął nawalać mu w twarz pięściami.
- Ty sk*rwysynie! Ty po*ebie! –krzyczał nie ustając bicia.
Ja tylko na to patrzałam. Patrzałam jak nie doszły gwałciciel płaci za swoje
czyny. Kiedy Jacob nabrał pewności, że Aron leży nie przytomny podszedł do mnie
i mocno mnie przytulił oddając mi swoją bluzę.
- Jak ty to robisz, że jesteś zawsze gdy cię potrzebuję? –
spytałam.
- Medżik.- odparł z uśmiechem.
Gdy
tylko doszliśmy do domu Jacoba, w sumie on doszedł bo ja przez całą drogę byłam
przez niego niesiona, postawił mnie na ziemi, po czym poszliśmy do jego pokoju.
- To jaką chcesz bluzę? – spytał spoglądając na mnie.
- Nie no. Zostanę w tej. –
- Hayley, na pewno? Chodziłem w niej cały dzień. – roześmiał
się.
- No i co? Jest taka ciepła i miła w dotyku… -
- Tak jak ja. – dodał chłopak.
- Tak. Tak jak ty. – odparłam z poważną miną. I w tym
momencie oboje się roześmialiśmy. Nagle jednak Jacob spoważniał.
- Hayley… Bo ja nigdy ci tego nie mówiłem… Ale… No… Czuję
coś do ciebie… - powiedział zacinając się.
- Ja do ciebie też. – uśmiechnęłam się.
- Ale ja coś więcej niż przyjaźń. Nie kocham cię jako
przyjaciółkę… Bardziej jako dziewczynę… -
-Yhy… Ktoś tu chce por…ać. – roześmiałam się.
- Kocham cię, że kocham, a to drugie to przy okazji. –
roześmiał się.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz